Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Iron & Wine to tak naprawdę projekt jednoosobowy. Winowajca nazywa się Sam Beam, pochodzi z Florydy i ma dość dziwną strategię nagrywania albumów, albo może raczej taką taktykę przyjmuje jego wydawca, szef Sub Popu, Jonathan Poneman. Pierwsza sesja studyjna Sama zaowocowała albumem i epką wydanymi w latach 2002 i 2003, kolejna przyniosła płytę "Our Endless Number Days" w roku ubiegłym i epkę "Woman King" w obecnym. Iron & Wine wyszedł od muzyki opartej na folku, co w Stanach Zjednoczonych oznacza coś diametralnie innego niż w Polsce, niezwykle oszczędnej w środkach - Sam używał jedynie gitary i banjo. Jednak wraz z upływem czasu zmieniły się metody, przybyło instrumentów a Sam zaczął nagrywać w studio. Najważniejsze, że jesienny nastrój nie uległ zmianie, a melancholijne aranżacje nabrały głębi. Ostatnia sesja podzielona została tematycznie: album oscylował wokół ludzkiej śmiertelności, epka traktuje o płci pięknej. Nie ma tutaj jednak kiczu ani mdłych wyznań. Niech za dowód wystarczy, że najbardziej chyba zapadający w pamięć utwór nosi tytuł "Jezebel", czyli inspirowany jest postacią biblijną, tragiczną i grzeszną księżniczką fenicjańską. "Woman King" przynosi niesamowity po prostu ładunek emocji. Bogate już instrumentarium, złożone z gitary, banjo, basu, perkusji oraz śladowego, lecz zauważalnego, wkładu wiolonczeli i fortepianu, wzniosło muzykę Iron & Wine na nowy poziom. Pozostaje ona konsekwentnie subtelna, prawie intymna i właśnie w niesamowitej szczerości emocjonalnej tkwi jej siła. Aranżacje, oscylujące między minimalizmem "Jezebel", odwołującym się do stylistyki hippisowskiego folku rodem z festiwalu w Woodstock utworu tytułowego i przynoszącym nawet nieco elektrycznie sprzęgającej gitary "Evening on the Ground", w każdym detalu uwypuklają słodko-gorzki nastrój tej płyty. Sprawa według mnie wygląda następująco: Sam Beam obdarzony jest niezwykłym talentem do wietrznej i nasyconej emocjami muzyki, a ewolucja brzmieniowa sprawia, że staje się ona coraz bardziej uniwersalna. "Woman King" najlepszym dowodem na to, że Iron & Wine podążą we właściwym kierunku. Być może tak brzmiałby Sigur Ros, gdyby jego członkowie zamiast w śnieżnej Islandii wychowywali się na Florydzie, tak jak Sam Beam. Zdecydowanie polecam.
[Piotr Lewandowski]