polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Daktari Lost Tawns

Daktari
Lost Tawns

Różne okoliczności sprawiły, że nagrana nie tak długo po wydaniu debiutu druga płyta Daktari faktycznie jest pozycją numer trzy, przedzieloną od pierwszej dość spontanicznie zarejestrowanym i wydanym w zeszłym roku I Travel Within My Dreams With a German Passport. Kiedy zespół wychodził ze studia, kończył się 2011 rok, materiał był (przynajmniej w części) ogrywany na późniejszych koncertach, zatem rzecz to nienowa i nie przynosząca zaskoczenia, niemniej składająca się na moim zdaniem najlepszą do tej pory płytę kwintetu. Postrzegam ją jako ulokowaną gdzieś pomiędzy stylistyką debiutu (w kontekście nośnych melodii) a rozimprowizowaniem i abstrakcją poprzedniczki, choć tutaj bardziej wyrazistą i konkretną. Zespół najwidoczniej na dobre wypadł z orbity szeroko pojętej muzyki żydowskiej i klezmerskiej, ale nie zrezygnował z chwytliwej melodyki, co w połączeniu ze swobodną, daleką od schematyczności narracją i umiejętnie budowanym napięciem przynosi dobrą w odbiorze całość. Pięć dość rozbudowanych kompozycji całkiem zgrabnie łączy tematy o momentami lekko filmowym kolorycie, dyskretne gitarowe faktury płynące najczęściej z dalszego planu, połamane brzmieniowo struktury, wreszcie postrockowe kulminacje. W wielu fragmentach to najbardziej melancholijny, ale również najbardziej niedopowiedziany i swobodny album w dorobku Daktari. I nie ma co narzekać na fakt, że pewnie to nic odkrywczego i olśniewającego, bo zwyczajnie dobrze się tej płyty słucha.

[Marcin Marchwiński]