napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Ku złości wątpiących, Michał Jacaszek okazał się być nie jednorazowym farciarzem, lecz świadomym, a przede wszystkim umiejętnym muzykiem, który wie, że zachłanność prowadzi do znudzenia, a powściągliwość wzmaga tęsknotę. Ciężko było wywróżyć jak będzie wyglądał „Glimmer”, w jakim kierunku muzyk zwróci się teraz, po dwóch diametralnie różnych albumach – jednym, który za kilkanaście lat może okazać klasykiem i drugim, pozostającym dla większości jedynie łatwopalną ciekawostką. Nie ukrywajmy, „Pentral” mógł odrzucać potencjalnego słuchacza „Trenów”. Pokaźna grupa fascynatów interpretacji Kochanowskiego nagle została skazana na mordowanie się z zasadniczą trudnością ich następcy, będącego niemalże ich zaprzeczeniem - muzycznym antonimem, siermiężnym i trudno dostępnym.
Najnowszy album Jacaszka można ulokować gdzieś pośrodku skali, zarówno w kwestii pomysłu na muzykę, jak i jej miododajności. Możemy zaobserwować tu powrót do właściwej tylko dla niego, autorskiej metody samplingu, której nadał nową, jak ulał leżącą oprawę. Orszulowe bandaże i pergaminy spłonęły w kominku - szmer i trzask został ujęty w bogato zdobione, barokowe ramy, co wywołuje miłe uczucie dysonansu.
Jest również ta charakterystyczna dla tamtej epoki dekadencja, świadcząca o rzeczywistej intuicji Michała, doskonale słyszalna choćby w baśniowym As Each Tucked String Tells, czy zakończeniu otwierającego Goldengrove. Jacaszek idzie dalej, brnąc w głąb lub, jak w Evening Strains To Be Time's Vast, w ogóle porzucając melodykę.
Jest i w końcu to, co tak zachwycało na „Trenach” - przejmujący żal, zaklęty w alchemicznych rozwiązaniach, mieszających wyszukane instrumentarium czasów dawnych z minimalizmem naszej epoki – to przede wszystkim dostojny Even Not Within Seeing Of The Sun i pełna trenowego ducha kompozycja Dare-gale. Dodajmy do nich finalny, zaskakująco słoneczny Windhover, a otrzymamy krążek, którego przegapić w minionym roku było zwyczajnie wstyd. Tylko brak „tego czegoś”, nie pozwala się w pełni nim cieszyć, czegoś, co bardzo trudno jest nazwać – to „coś” to as w rękawie Jacaszka, właściwy tylko dla jego twórczości.
„Glimmer” nosi w sobie inny ładunek emocjonalny - jest raczej zachowawczy, niż żywiołowy, jest zbiorem zgrabnym sentencji, nie opasłym tomem epiki. Tym samym, oddala się od taniego sentymentalizmu, co jednak w przypadku Jacaszka, jest tak zaletą, jak i niesamowitą wadą – już raz daliśmy się temu nabrać, czuliśmy się wniebowzięci, może warto byłoby dać się i teraz?
[Sebastian Gabryel]