polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
BNNT wywiad z Konradem Smoleńskim i Danielem Szwedem

BNNT
wywiad z Konradem Smoleńskim i Danielem Szwedem

BNNT jest atakiem bombowym. Pojawia się znikąd i niespodziewanie, eksplodując kaskadą dźwięków. Wynurza się zza kamienic, zatrzymuje na podwórkach, zbrojąc swój pojazd wsparty w sztandary, o brzmienie perkusji i bomby. BNNT atakują tkankę miejską, wyrywają ze spokoju, zwracają uwagę, dekoncentrują. Są muzyką, performance, interwencją artystyczną, atakiem w codzienną rzeczywistość. W końcu BNNT wydają płytę. Czy ich muzyki da się słuchać w domu, bez kontekstu performatywnego charakteru ich działań? Zapraszamy do rozmowy poniżej, gdzie przepytujemy Konrada Smoleńskiego i Daniela Szweda.

Jesteśmy świeżo po premierze płyty. Najpierw robiliście akcje w przestrzeni miejskiej, teraz coraz częściej gracie koncerty. Czym właściwie jest BNNT?

[Konrad Smoleński] Najpierw graliśmy koncerty w galerach. Miejski bombing powstał później. Żródeł tego projektu szukał bym w czasach jeszcze studenckich i eksperymentowania z dźwiękiem w pracowni Audiosfery na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Tam w każdym razie powstały prototypy bomby i innych instrumentów. BNNT to działanie za pomocą dźwięków i sztuk wizualnych - te dwa światy mieszają się na dość równoprawnych pozycjach. Osobiście nie przepadam za jednokanałowym odbiorem naszych wystąpień.

[Daniel Szwed] Wielu osobom trudno jest przerzucić się na taki punkt widzenia. Jeśli ktoś jest muzykiem i jest związany ze środowiskiem muzycznym, patrzy na to tylko przez ten pryzmat. To zamyka pewne drogi, ale jest też ciekawe. Ja osobiście nigdy nie patrzyłem na BNNT jak na zespół muzyczny.

[Konrad Smoleński] Uważam, że nie ma potrzeby tego klasyfikować jako teatr, muzykę, performance czy cokolwiek innego. Wydaje mi się, że rzeczy otwarte są ciekawsze, każdy może je nazywać samemu i układać w swoich przegródkach jeśli potrzebuje takiej klasyfikacji.

Jak w zasadzie Was nazywać? BrownNote? BNNT? Skąd ta zmiana?

[Daniel Szwed] Zdecydowanie mówić skrótowo.

[Konrad Smoleński] Widzisz, nazwę też potraktowaliśmy dość swobodnie. Początkowa forma - BrownNote, była dość obciążająca przez odniesienie do amerykańskiego doświadczenia wojskowego z bronią soniczną, wywołującą defekację. Wybraliśmy taką nazwę, bo chcemy naprawdę intensywnie docierać do odbiorcy. Przestało nam to pasować, gdy sporo osób zaczęło zbyt dowcipnie podchodzić do sprawy. Żarty typu „oo zesrałem się” nas nie bawiły. Nie o to nam chodziło. Teraz zdarza się że ktoś przekręca BNNT na BUNT. To może też wynika z potrzeby zaszeregowania do jakiegoś porządku. BNNT jest abstrakcyne, otwarte. Wydaje mi się, że rzeczy, które robimy, mają inspiracje w wielu źródłach i na wiele sposobów można je interpretować. Więc taka niejasna nazwa lepiej nam przylega do formy.

Nawet z tytułami na płycie, które teoretycznie bezpośrednio odnoszą się do militarnego wątku, nie do końca tak jest. Teksty które pojawiają się w kilku utworach są abstrakcyjne, nie wiążą się bezpośrednio z tytułem. Tak jest za każdym razem kiedy pojawia się tekst, czy to oszczędnie poetycki Bąkowski, czy Ziołek, czy sample z Harmony Korina, nie ma w tych tekstach odniesień do ludobójstwa czy rewolty, są bardziej o kosmosie, wietrze, drżeniu ziemi. Część osób, zauważyłem, bardzo poważnie podchodzi do tych radykalnych tytułów, a muzyka ich zaskakuje idąc innym tropem. Takie mieliśmy założenie zapraszając wokalistów. Można powiedzieć, że zachęcamy do tego, by sobie urwać tę głowę pełną przyzwyczajeń i wytartych ścieżek (odniesienie do utworu nr 5. "Barzan Ibrahim al-Tikriti head separated from his body" - przyp. JK)

Dla mnie BNNT jest swego rodzaju interwencją, atakiem, co świetnie widać, kiedy pojawiacie się gdzieś w przestrzeni miejskiej. Ten element performatywności jest bardzo ważny – wejście w przestrzeń i jej wykorzystanie. Na ile więc BNNT sprawdza się w wersji studyjnej? To poszerzenie formuły?

[Konrad Smoleński] To różne światy. Inaczej podchodzimy do grania na mieście, inaczej w klubie. Ostatnio stworzyliśmy wideo, w którym też posługujemy się innym językiem i materiałem. Inaczej gra się w studiu. Materiał, który znalazł się na płycie, różni się od tego, co można usłyszeć na żywo. To te same utwory, ale jednocześnie to odrębna forma wypowiedzi. Staraliśmy się, żeby płyta była rozwinięciem - bogatsza, wielowarstwowa, miała narrację i historię. W Soundbombingu sprawdza się radykalnie surowa forma, ale na kanapie już niekoniecznie. Jeśli powstałby mural BNNT, czy słuchowisko, to też musielibyśmy inaczej podejść do zagadnienia, a jednocześnie miałoby to wspólny rdzeń. Wszystko nawzajem się uzupełnia i zazębia, łącząc w całość działań.

Rozmawiamy z perspektywy muzycznej i od razu nasuwa się myśl, że Wasze występy przenosicie na płytę. Ale lepiej chyba spojrzeć na to jako na kolejną odsłonę projektu BNNT.

[Konrad Smoleński] Tak staramy się podchodzić do tego projektu – organizacji, która ma różne formy.

Na płycie pojawia się kilku wokalistów, którzy rozszerzają paletę brzmień BNNT.

[Konrad Smoleński] Często kopiemy ten projekt w różnych kierunkach, które nie bardzo są oczekiwane. Jeśli BNNT jest rozpoznane jako galeryjny performance to nagrywamy płytę. Teraz pójdzie to w mocno muzyczną ścieżkę, więc podejrzewam, że będziemy chcieli iść w drugą stronę, aby zacierać to schematyczne rozumienie działań i prowokować inne myślenie. Zrobiliśmy płytę z wokalami, ale nie gramy tak na żywo. Chyba powinniśmy teraz włączyć występy baletowe. (śmiech)

Przeprowadziliście już kilkanaście takich miejskich interwencji. Widzicie w nich jakiś potencjał? Pojawiały się jakieś niespodziewane reakcje?

[Konrad Smoleński] Całe granie w mieście jest dosyć ciekawe pod względem społecznym. Szkoda, że żaden socjolog z nami nie jeździł. Dla mnie bardzo ciekawe było to, że ludzie bezdomni czy osoby zawieszone społecznie, nie do końca potrafiące znaleźć sobie miejsce w schemacie, bardzo dobrze i życzliwie na nas reagują.

Dobrze, czyli jak?

[Konrad Smoleński] Tańczą, cieszą się.

[Daniel Szwed] Krzyczą, przytulają.

[Konrad Smoleński] To jest ciekawe. Można byłoby się zastanawiać, dlaczego tak jest i czy rodzaj naszego działania jest czymś, co wchodzi w tę grę pomiędzy przyzwyczajeniami i schematami, w których trzeba funkcjonować, a potrzebą chaosu... czy...

[Daniel Szwed] ...małej rebelii. Ochroniarze w Paryżu trzymali z nami sztamę, mieli duży szacunek dla tego, co robiliśmy. Tak samo było z jakimś penerstwem w Krakowie, które nie chciało nas wypuścić, kiedy skończyliśmy grać.

Bo Wasze działanie wybija z rytmu, tym bardziej w miejscu, do którego totalnie nie pasuje. Może te wykluczone osoby utożsamiają się z Wami z powodu tego, że nie pasują do tych przestrzeni. Chciałem jednak spytać o bombę - jak doszło do jej powstania? Wiem, że na początku były dwie.

[Konrad Smoleński] Ten obiekt też ewoluuje, na początku był prezentowany na wystawach, jako instalacja wydająca z siebie dźwięk. Potem to zmieniłem, zacząłem na nim grać, wspólnie zaczęliśmy występować. Nie umiem grać na instrumentach w rozumieniu muzycznym, swego czasu jedynie grałem na basie w Kristen i Sixsie, ale raczej w surowy sposób. Generalnie lubię prostotę, chleb z masłem. Poza tym, zawsze interesowało mnie wydobywanie dźwięków z różnych urządzeń – telewizora, radia, magnesów, pola magnetycznego. Konstruowałem różne „przedmioty”, łączące w sobie elementy instrumentu, rzeczy wizualnych, obiektów czy później performance.

Bomba jest jednym z takich tworów. A może po prostu boję się grać na gitarze? (śmiech). Powstała przez to, że miałem pomysł na instrument stereofoniczny. Główna zasada jej działania opiera się na współbrzmieniu pickupów rozstawionych krańcowo względem strun i skrajnym ich rozbiciu w panoramie. Skracanie struny pomiędzy pickupami powoduje uzyskanie dwóch dźwięków z jednej struny odpowiednio w prawym i lewym kanale, będących jednocześnie w ścisłej zależności (opis działania instrumentu pochodzi z książki "77 dzieł sztuki z historią" - przyp. JK). Sam pomysł na instrument był bardzo techniczny – to się sprawdziło i dostało kształtu, było podłużne. Wyglądało jak bomba.

[Daniel Szwed] Mogła to być też parówka.

A co z drugą bombą?

[Konrad Smoleński] Była z samplerem, zrobionym z walkmenów i sprężyn. Trochę na niej grałem, ale była trudna do opanowania. Przerobiłem ją na strunową, ale inaczej brzmiała i nie moglem się do tego przyzwyczaić, w koncu sprzedałem ją jako obiekt kolekcjonerowi. Swoją drogą, chciałbym zrobić trzecią – działającą tak jak ta, na której gram obecnie, ale ją usprawnić, żeby lepiej działała, trzymała strój i była kompletnie niezniszczalna, bo tę już kilka razy remontowałem przez te 9 lat, generalnie nie oszczędzam instrumentu.

Historia bomby jest opisana w książce „77 dzieł sztuki z historią” Piotra Bazylko i Krzysztofa Masiewicza. Znajduje się tam także zdjęcie instalacji, na której widnieje czarna postać, która wygląda dokładnie tak, jak Ty z maską. Te maski to też Wasz charakterystyczny element – odniesienie do ninja, fantomasów, terrorystów. Nie występujecie jako muzycy, ale ukrywacie się pod nimi.

[Daniel Szwed] Maski to nie tylko terroryzm, to też folk. W każdym muzeum etnograficznym są doskonałe przykłady. A my przecież jesteśmy zespołem ludowym, nie muzykami filharmonii.

A Ta postać z instalacji to Wy czy coś bardziej uniwersalnego?

[Konrad Smoleński] Wiele rzeczy, które robię się przenika. Stworzyliśmy teledysk, w którym pojawia się postać kobieca. Wcześniej podobnych postaci używałem w filmach, które robiłem z Foot Village – z nagimi torsami, zaczernioną głową. Dla mnie jest o spójne, jedna praca, elementy które wspólnie się przenikają – czasem bardziej, a kiedy indziej mniej. A jak to ponazywać? Gdzie jest rdzeń i wspólna część? Czy to takie istotne?

Zawsze pojawia się ta silna potrzeba kategoryzacji, zamknięcia czegoś w jednym pudełku, zaszufladkowania.

[Konrad Smoleński] Wszyscy tak mają – od dziecka uczymy się patrzeć na rzeczy i je kategoryzować, by móc o nich zapomnieć. Jeśli umysł nazwie rzecz, przestaje się nią interesować. Dlatego często staramy się lawirować, żeby nasze działanie nie było bezpiecznie rozpoznawalne.

[Daniel Szwed] Wiele osób wysuwa to jako zarzut, że projekt, który działał na polu sztuk wizualnych, stał się regularnym zespołem.

[Konrad Smoleński] To jest właśnie to: „przypisałem sobie Wasze działanie jako audiperformance w galerii, a Wy teraz gracie na festiwalu?”. Jeśli zrobimy teraz operetkę to pewnie pojawi się pytanie „ale dlaczego nie nagrywacie drugiej płyty?”.

[Daniel Szwed] Mieliśmy zabawną sytuację, grając przed wejściem na teren Off Festivalu. Podsłuchałem przypadkiem jakieś panny, które mówiły „a, nuda, widziałam to wczoraj”.

[Jakub Knera]

recenzje Bnnt w popupmusic