polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
T'ien Lai Da'at

T'ien Lai
Da'at

Pomiędzy pierwszym koncertem T'ien Lai w marcu 2012 roku i pierwszym opublikowanym utworem kilka tygodni później a premierą Da'at, Kuba Ziołek wydał dwie ze swoich dotychczas najważniejszych płyt, a Łukasz Jędrzejczak dołączył do niego w (kwartecie) Alameda 3 (a także zaczął się udzielać wokalnie i fizycznie w Dużym Jacku, ale w tym kontekście ma to marginalne znaczenie). T'ien Lai, początkowo najbardziej abstrakcyjny projekt angażujący Ziołka, na pierwszej płycie niespodziewanie okazuje się tym najbardziej dosłownym oraz, mimo bogatego i fascynującego brzmieniowego pejzażu, popowym. Album rozwija się od quasi-piosenek do mega-kulminacji. Choć z jednej strony wyjście od piosenek – bo jak inaczej nazwać „Serca miast zatrzymują się” i „Jitron” – pozwala uniknąć klisz instrumentalnego kosmische, to równocześnie prowadzi do rozczarowań narracyjnych. Płyta od początku świetnie i głęboko brzmi, a motywy wprowadzane przez duet, choćby arpeggia w „Sercach…” są błyskotliwe. Tym bardziej szkoda, że zamiast się rozwinąć (lub sobie zaprzeczyć, cokolwiek), pod zgrabnymi zaśpiewami stają się powielanym tłem. Ciekawsza pod tym względem jest instrumentalna część płyty – w „Tron” jest i hipnotyzujące intro, i kapitalne nawiązanie do pulsu oraz atmosfery „Venus in Furs”, i wspaniały, wodnisty finał. To jednak przedwczesne apogeum, bowiem „Gloria”, łącząca akustyczną gitarę i dron, okazuje się przydługa (ok., rozumiem, Gira nawet dłużej gra ten akord na otwarcie koncertu, ale na żywo to co innego). Zamykający album „Tzimtzum III” jest epopeją, sugerującą kontynuację centralnej kompozycji z Późnego Królestwa Alamedy, ale ma tego pecha, że ukazuje się w roku, w którym Stara Rzeka i Alameda wniosły nową jakość.

Wokalne odwołania do słowiańszczyzny w piosenkach, sample Madonny w otwarciu „Glorii”, post-modernistyczna krytyka post-modernistycznego kapitalizmu wewnątrz płyty i folklor słupsko-podhalański na jej okładce (sorry panowie, ale wyglądacie na tej okładce jak polska odpowiedź na Goat) wzmacniają wrażenie przesady, podsuwania słuchaczowi zbyt dosłownych wskazówek, które być może sam rozumiem źle, ale w takim razie po co ta jaskrawość. Oczywiście w Starej Rzece Ziołek też skacze od Sasa do lasa, ale kreśląc wizję holistyczną i z zachowaniem pewnej surowości i niedopowiedzenia. T'ien Lai nadmiernie opierają się na gestach, tak jakby były one konieczne, żeby zagospodarować tak piękny sound.

[Piotr Lewandowski]