polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Raphael Rogiński Plays Henry Purcell

Raphael Rogiński
Plays Henry Purcell

Opisywanie kolejnych płyt, w których Raphael Rogiński bierze na warsztat fragment tradycji - tutaj to głównie barokowa angielska muzyka Purcella, ale też Alfonso Ferrabosco – zaczyna wpadać w oczywisty schemat, znów sporo będzie podkreślania jego własnej wrażliwości i indywidualnego podejścia, które z odczytywania tej tradycji czyni rzecz za każdym razem inną i wyjątkową samą w sobie. I znów będzie w pełni prawdziwe, podobnie zresztą jak stwierdzenie, że do realizacji swojej wizji dobiera zespół znów z fantastycznym wyczuciem. Klawisze Sebastiana Witkowskiego (wcześniej mającego swój udział przy produkcjach ostatnich płyt Cukunftu czy Wovoki), nie licząc monumentalnego organowego otwarcia i finału, brzmią bardzo dyskretnie, ale nadają głębi i wzmagają przejmujący nastrój tej płyty. Mocny, klasyczno-operowy wokal Olgi Mysłowskiej nie znalazłby na płycie lepszego odpowiednika i po raz kolejny jest efektem wyjątkowego wyczucia w doborze kobiecego głosu. Plays Henry Purcell jest moim zdaniem najbardziej smutnym i posępnym albumem w katalogu Raphaela. Oddaje ten barokowy klimat wyraźnie i sugestywnie, przypominając przy okazji, że po solowym Bach Bleach sprzed ośmiu lat to już drugie spojrzenie Rogińskiego na tamtą epokę, zresztą te wcześniejsze zmagania z Bachem odrobinę i w nastroju, i w brzmieniu teraz się odbijają. Jest też świetnie skonstruowany, przeplatając utwory na trio i duet solowymi kompozycjami, w końcówce albumu wpadając w głośniejsze i bardziej rozedrgane pejzaże. "Purcell zainteresował mnie, bo mówi głęboko o emocjach, które są nam bliskie, choć już teraz spłaszczone" - mówi w notce od wydawcy sam Rogiński, a płyta jest wyjątkowym seansem, który te emocje przywołuje.

 

[Marcin Marchwiński]