polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Stara Rzeka Cień chmury nad ukrytym polem

Stara Rzeka
Cień chmury nad ukrytym polem

„Rzeczywiście rozkraczyłem się z tym, ale dobrze mi z tym” – odpowiedział, przyjmując Paszport Polityki, Wojciech Bąkowski na pytanie, dlaczego nie zajmuje się jedną dziedziną sztuki, a wieloma. To samo mógłby odpowiedzieć Kuba Ziołek na pytanie, dlaczego liczba jego projektów rozmnożyła się ostatnimi czasy – obaj panowie tworzą własny język wymagający wielu rodzajów wypowiedzi i mają wystarczająco dużo dla nich treści. Dla Ziołka to ciągle muzyka, ale już nie tylko Ed Wood i (nieistniejące już) Tin Pan Alley jak kiedyś, ale też psychodeliczno-kosmiczne gitarowe Alameda Trio (dobra epka do ściągnięcia i bardzo dobra płyta czekająca na wydawcę), nieco math-rockowy Hokei (płyta w drodze), najnitisowy Turnip Farm, pejzażowo-astralny Innercity Ensemble, analogowe T’ien Lai i właśnie solowa Stara Rzeka. Z wyjątkiem Turnip Farm, w pozostałych projektach przewijają się podobne inspiracje – muzyka etniczna, noise, psychodelia, czasem surf rock, czasem black metal (czasem na raz surf i black), nietaneczna muzyka elektroniczna (np. spod znaku Demdike Stare); ale przede wszystkim podobne dążenia – w stronę muzyki głębokiej i surowej, przekraczającej sferę intelektu, zbijającej z pantałyku, ale nie dla dezorientacji jako takiej, ale też nie podającej odpowiedzi na tacy – sugerującej istnienie czegoś niepoznanego, ukrytego.

Stara Rzeka, projekt solowy, skupia te wątki (i pewnie inne) jak w soczewce, czy może raczej w kadzi. Cień chmury nad ukrytym polem to epopeja przebiegająca od akustycznych piosenek, przez elementy elektronicznego transu i nawałnice przywodzące na myśl Future Sound of London z płyty The Isness, black i gitarową transcendencję, zanurzony w pogłosie odczyt Hölderlina na ambientowych, nabierających gęstości plamach przeradzających się w dron, czy dyskretne, lecz sugestywne gitarowe melodie, która dałaby sobie radę też w rękach GY!BE. Piosenki i instrumentale wszelkiej maści stanowią tu ciągłość, pewna siermiężność elektronicznych zabiegów paradoksalnie podkreśla ich funkcjonalność oraz napięcie między pierwotnym, a technologicznym. Zamykający płytę kower „My Only Child” Nico w pierwszym momencie, dopóki trwa właściwa piosenka, zdaje się niepotrzebny, ale ostatecznie okazuje się kluczowy i w pewnym sensie ucieleśnia płytę – rozdymając swoją wersję do 12 minut Ziołek dociera w obszary muzycznie bardzo odmienne, ale emocjonalnie i intelektualnie spójne z przerośniętą melancholią songu Nico. Rewelacyjna płyta. W kwietniu ukaże się kapitalny nowy album Ed Wood, mam nadzieję, że niedługo potem także gdzieś wyjdzie Alameda Trio – sygnał nadawany z Bydgoszczy będzie jednym z najważniejszych w tym roku.

[Piotr Lewandowski]