polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Ex 30

The Ex
30

Pod koniec lat 70. na Wyspach, gdzie zaczęła się rebelia, pierwsza fala punk rocka powoli ustępowała drugiej – bardziej radykalnej i agresywnej. A przede wszystkim nie garnącej się do występów w Top Of The Pops, jak Sex Pistols albo The Clash. Nadchodził czas zespołów takich, jak Crass czy Conflict. Na kontynencie podobną postawę prezentowali Terrie Hassel i G.W. Sok, którzy w 1979 roku w Amsterdamie powołali do życia grupę The Ex.

Od tego czasu formacja wydała ponad dwadzieścia albumów i zagrała blisko 1400 koncertów, w tym prawie 900 poza granicami Holandii. Przez jej skład przewinęło się kilkunastu muzyków oraz kilkudziesięciu okazjonalnych współpracowników – m.in.  Hann Bennink, Lee Ranaldo, Thurston Moore, Xavier Charles, długo można by wymieniać. Statystyka zaiste imponująca, nieprawdaż? Ale to – jasna sprawa – nie ona się liczy. Ważne co za nią stoi.

Nazwiska i cyfry wskazują na niespożytą energię i żywotność. Ciągle w trasie, w permanentnej kolaboracji – brzmienie grupy ewoluuje, hybrydyzuje – wchłaniając różne osobowości, muzyczne podejścia i wpływy, rozciągając jednocześnie estetyczne ramy punk rocka. Jon Langford z The Mekons, który wyprodukował kilka wczesnych płyt zespołu napisał o The Ex: „Nie ma w punk rocku tak żywotnej kapeli; we wszystkich jej kształtach i rozmiarach zawsze ujawniającej nieograniczony potencjał momentu, w którym zaczyna się punk”.  Faktycznie – dla The Ex punk rock to zaledwie punkt wyjścia. Albo po prostu otwarta i chłonna forma, która rozwija się stopniowo, inkorporując różne podejścia i idiomy. Punk rock The Ex to improwizacja. „Bo co znaczy improwizować?” - pyta na wkładce do dwupłytowej kompilacji prezentującej przekrój przez 30 lat działalności grupy John Corbett. I odpowiada: „Grupa ludzi, powiedzmy czterech Holendrów, siada w pokoju, gra trochę, dzieli riff i rytm, pracuje nad nim i pracuje, zapamiętuje, i wygrywa na scenie – może ciut inaczej. Czy to jest improwizowane? Czy to jest skomponowane? Czy ta grupa komponuje? Czy to w ogóle ma znaczenie?”  

Słuchając jubileuszowej składanki grupy, trudno się nie zgodzić, z odpowiedzią, którą implikuje retoryczne pytanie Corbetta – nie ma. Muzyka The Ex pędzi do przodu w aurze ciągłej progresywnej repetycji. Jej motorem jest perkusyjny trans i powtarzane w kółko chropawe gitarowe riffy. Koloryt określają zaś inspiracje i goście – folkowi saksofoniści z Afryki, czy awangardowi wiolonczeliści, jak Tom Cora.  

Nagrany z Corą krążek - „Scrabbling At The Lock” - okazał się nie tylko najlepiej sprzedającym się wydawnictwem w dorobku zespołu, ale również wyznaczył kierunek jego poszukiwań w następnych latach. Garażowy brud nabierał folkowego sznytu; można zaryzykować tezę, że gdyby nie The Ex (i Dog Face Hermans) nie mielibyśmy The Silver Mt. Zion. W takim samym stopniu jak folk, Holendrów zaczął pociągać też jazz, zwłaszcza ten o ludycznej proweniencji, z Afryki albo okolic Bliskiego Wschodu – zresztą  muzyka z tamtego rejonu w ogóle także zaczęła być w orbicie ich zainteresowań. Ostatecznie na przestrzeni lat grupa wypracowała swoisty, rozpoznawalny styl i dorobiła się miejsca w annałach punk rocka.

„30”  wiernie dokumentuje tę długą drogę, na dwóch krążkach prezentuje stopniową ewolucję grupy – od prymitywnego anarcho-punka a la Crass (otwierający album „Rules” z płyty „Disturbing Domestic Peace” albo „The Wellknown Soldier” z „Tumult”) przez rozwichrzone, transowe pochody w rodzaju „White Liberals” z „Pokkeherrie” albo eksperymenty z samplingiem („Rara Rap”) czy szaleństwa w stylu Nomeansno („Headache by Numbers” z „Aural Guerrilla”)  aż po kompozycje łączące ludyczną melancholię z noise'owym pazurem na drodze transowego jamowania. Te ostatnie klimaty dominują na drugiej płycie, która ukazuje zespół począwszy od lat 90. po dzień dzisiejszy – krążek otwiera „State Of Shock”: przejmująca wiolonczela Cory, płaczliwy gitarowy jazgot, sugestywne pokrzykiwanie. Rozdzierające. „Hidegen Single” - następny utwór – podobnie. A dalej – nagle, niespodziewanie – rozluźnienie: bluesowy vibe z folkowym akcentem („Stupid Competitions”). To już nie jest tylko punk. To są utwory, które wymykają się wszelkiej klasyfikacji. To jest po prostu The Ex. Zajebisty kawałek historii.

[Michał Nierobisz]